Logo Loading
Kosmetolog w podróży #2 – Chiny

Kosmetolog w podróży #2 – Chiny

Podróż do Chin – jeszcze kilka lat wcześniej brzmiała dla mnie niezwykle egzotycznie. Czy dziewczyna z liczącego zaledwie kilka tysięcy mieszkańców miasteczka, może znaleźć się w Chinach? Ale to właśnie o nich – Chinach czytałam mając lat naście, w książkach wypożyczanych z biblioteki. Czytałam o chińskich mądrościach, taoizmie, o codziennym życiu, w którym zawsze musi być miejsce na zieloną herbatę. I o kobietach, o rytuałach, przez które musiały przechodzić, chcąc wstąpić w relację z mężczyzną. Dlaczego akurat one, Chiny skradły moje serce? Na niektóre pytania nie da się odpowiedzieć słowami, czasami wystarczy podążać za tym co czujemy głęboko w sercu, co mówi nasza dusza. Jeśli tylko mamy z nią kontakt, ten kontakt – określany w psychologii jako wgląd, buduję od lat.

Opisać podróż do Chin w jednym zdaniu to niewykonalne, bo cóż miałabym napisać? Że po wylądowaniu w Pekinie, czułam jakbym trafiła do innego świata. Świata pełnego kontrastów, w którym mieszają się trudne doświadczenia mieszkańców Chin z dążeniami do rozwoju technologicznego. Że Chiny inspirują? Na każdym kroku – tysiącletnią kulturą i tradycjami, nowoczesnością i najtrudniejszym językiem świata, który w ustach 5-6 letnich dzieci brzmi nie tyle egzotycznie, co bajkowo. Dlatego opiszę tę podróż z perspektywy Kosmetologa i tego, co związane z nurtem healthy-aging, co możemy zaimplementować do codzienności. Zapraszam Was na drugi post z cyklu Kosmetolog w podróży (kliknij tutaj i przeczytaj pierwszą relację, z Maroko).

Chińskie rytuały piękna

  1. Zielona herbata. To nie mit, że w Chinach zieloną herbatę pije się litrami. Niemal każdy Chińczyk nosi ze sobą kubek termiczny z zaparzoną herbatą, a sam napój dostępny jest na każdym kroku. W przeróżnych postaciach – od tradycyjnej zielonej, po herbatę z dodatkami kwiatów: jaśminu, róży, po oolong, czy matchę. Jak prawidłowo parzyć zieloną herbatę? Liście herbaty powinny być zalane wodą o temperaturze 80 stopni, parzone do dwóch minut. Pierwszy napar jest nieczysty (liście herbaty mają na sobie osad, zbierane są gołymi dłońmi) i należy go wylać. Do picia nadają się kolejne 2-3 napary.
  2. Jeszcze więcej antyoksydantów i witamin- dieta bogata w owoce. Pitaja, rambutany, mango, żółte arbuzy i marakuja to te owoce w postaci sałatek, koktajli lub soute, do codziennych jadłospisów wybierają Azjatki. Zamiast słodkich deserów. I słusznie, w końcu obok pielęgnacji kosmetycznej za wygląd skóry w największym stopniu odpowiada dieta.
  3. Sen. Chińczycy wiedzą, że to, co najbardziej regeneruje organizm to sen, dlatego widok śpiącego za ladą sprzedawcy lub kelnera nie jest rzadkością, nie wspominając o osobach korzystających z transportu miejskiego. To jeden z rytuałów, do których sama planuję powrócić tej jesieni. Nie jest przecież tajemnicą, że sen poprawia metabolizm, pracę mózgu, wydłuża życie i zwiększa kreatywność. Dołączycie do mnie?
  4. Chiński masaż ciała. Energia Chi – wokół niej skoncentrowane są ruchy w masażu chińskim. W przeciwieństwie do klasycznych masaży, które wykonać można w Europie, masaż chiński prowadzony jest w odwrotnym kierunku, od serca do dystalnych części ciała. Takiej atrakcji nie mogłam sobie odmówić w miejscowości Xi’an i nie pożałowałam. Masaż chiński należy do najlepszych zabiegów, które kiedykolwiek doświadczyłam. To punkt obowiązkowy w podróży po Chinach.
  5. Medycyna chińska. Czy Chińczycy do dzisiaj czerpią z medycyny chińskiej? To było jedno z pierwszych pytań, które zadałam naszemu przewodnikowi. Oczywiście! Odpowiedział. W Republice Chińskiej istnieją niezależne ośrodki, w których leczenie przebiega zgodnie z zasadami medycyny chińskiej. Według tradycyjnej filozofii chińskiej świat ukształtowany jest przez dwie energie: Yin i Jang, a ich wzajemna harmonia gwarantują zdrowie. Do przywrócenia równowagi energetycznej stosuje się rozmaite, niekonwencjonalne sposoby leczenia, które obserwowałam na targu medycyny chińskiej. Suszone koniki morskie, węże, skorupy żółwi i rozmaite grzyby to tylko niektóre ze składników, które można tam znaleźć.
  6. Maski chroniące przed dopływem cząsteczek PM 2,5. Ochronie przed działaniem smogu poświęciłam oddzielny wpis. Wówczas pisałam go w oparciu o wiedzę czysto teoretyczną, w Chinach doświadczyłam praktycznego wymiaru pielęgnacji anti-pollution. Widok Chińczyków w ochronnych maskach to codzienność, a i ich dostępność nie stanowi problemu. Jednokolorowe, z imitacją zwierząt czy postaci bajkowych – znajdziemy je w każdej drogerii.
  7. Pielęgnacja skóry. I w końcu pielęgnacja skóry, to Azja nazywana jest kolebką branży Beauty. I słusznie, w żadnym innym kraju nie spotkałam się z tak dużym wyborem produktów do pielęgnacji skóry. Drogerie uginają się pod ciężarem kosmetyków – od naturalnych, po sprowadzane z Europy dermokosmetyki czy zaawansowane formuły z kwasami i składnikami healthy-aging. Jakich kosmetyków nie może zabraknąć Azjatce?
    1. Kremy z ochroną przeciwsłoneczną. Świadomość Azjatek w kontekście wpływu promieniowania UV, sprawia, że widok gładkiej skóry u kobiety 40-50 letniej nie jest niczym zaskakującym. Azjatki zwracają uwagę na jakość stosowanych kremów z filtrem. W grę wchodzić mogą tylko produkty z SPF 50 i PA+++. Ale kremy to tylko połowa sukcesu, 90% Chinek zawsze ma ze sobą ochronny parasol, pokryty materiałem blokującym promieniowanie UV. W obliczu zmiany klimatu, może warto, byśmy i my się w taki zaopatrzyły?
    1. Kremy wybielające – gładka, jasna i pozbawiona przebarwień skóra to marzenie każdej Azjatki. Dlatego obok kremów przeciwsłonecznych, niemal każda z nich stosuje kosmetyki wybielające – maski, kremy, żele do mycia skóry. Tak, są dostępne w każdej drogerii.
    2. Maski w płatach. Drogeria, w której połowę asorytmentu zajmują płatowe maski, to nierzadki widok w Chinach. Podbijają one rynek azjatyckich kosmetyków. Mogłoby się wydawać, że takie maski na fizelinie stanowią jedynie miłe urozmaicenie pielęgnacji i niekoniecznie muszą działać. Tymczasem ich składy zaskakują swoją czystością i stężeniem. A to kolejny ukłon w kierunku Azjatyckich kosmetyków! Na szczęście, by cieszyć się ich działaniem wcale nie musimy jechać do Chin, wiele z nich dostępnych jest w polskich drogeriach internetowych. Polecam produkty Missha lub Skin79.

Dzisiaj świat dostarcza nam wiele możliwości, podróże w odległe zakątki należą do jednych z nich. Podróże poszerzają światopogląd i pomagają poznać i doświadczyć siebie w różnych sytuacjach, zrozumieć. A na to nigdy nie powinno być szkoda czasu. Obok zdrowia to najważniejsza inwestycja w naszym życiu.

Brak komentarzy

Dodaj komenatrz

Twój adres email nie zostanie ujawniony.

error: Treść jest chroniona prawem autorskim!